czas przeszły nie odchodzi
daleko stoi w sieni
w starym płaszczu
czuć go deszczem z naftą
dymem stęchłym drewnem
w kieszeniach pełnych
mroku zapiętego na wszystkie
guziki klucze bez drzwi
wczorajsze bilety
czas przeszły jest z rdzy
w odpryśniętej emalii
fotografii gdzie światło dogasa
najwolniej na twarzach
siedzi w kredensie pod obrusem
szufladzie która zacina się broniąc
dostępu sennym wizjom
czasem wraca w łyżeczce uderzonej
o szklankę skrzypnięciu łóżka zapachu
jabłek leżących za długo w piwnicy
już wiadomo że nic
nie ginie tylko zmienia
tryby znaczeń domysłów
zwidów
czas przeszły
ma cierpliwość pyłu osiada
warstwa po warstwie na książkach
imionach nazwiskach perspektywie
strzeże przedmiotów które przeżyły
swoich właścicieli
filiżankę z wyszczerbieniem
zegarek bez wskazówek
krzesło na którym jeszcze
został czyjś ciężar
zakładkę w niedokończonej książce
nie mówi wiele raczej patrzy jego
język to pęknięcia przetarcia ślady
po gwoździach ciemniejsze miejsca na ścianie
po obrazach zdjętych dawno temu
czas przeszły
nie chce wzruszenia jest stwardniały
niczym chleb odłożony na później
jak ziemia w listopadzie jak ręka
która pracowała tyle lat że nie umie już
odpoczywać
czasem otwiera się nagle
i wtedy z najzwyklejszej rzeczy
wypada całe życie głos z kuchni
znoszone buty w przedpokoju
czyjeś łkanie radio za ścianą pies
który dawno przestał szczekać
wszystko wraca ale nie całe
jakby pamięć była rozbitym lustrem
w spaczonej ramie
czas przeszły nie jest
tym co było
lecz tym co nadal
trzyma ból pod skórą
pod językiem
pod progiem
i czeka aż znowu
nadepniesz
na ten sam dźwięk