WIERSZ SAM Z SIEBIE
to od drzew nauczyłem się wiatru
od ścieżek pewnie stawianych kroków
to od cienia wiem jak milczeć
krople wody dały mi cierpliwość
zwykłe kamienie uczyły żyć w tłumie
a w ziarenka piasku wsiąkną wszystkie cele
mróz chce bym kochał gorąco
słońce powtarza że i tak idę na oślep
sam z siebie
nie mam zdolności do życia
10-10-2006
WZÓR
nie ma innej miłości
niż ta której nie można sobie wyobrazić
tak jak umierania
nie można w żaden sposób przeżyć
bo nawet stopy nie przyłożysz
w to samo miejsce dwa razy
a co dopiero definicje
w które wiatr dmucha
co zatem jest prawdą
gdy głoszę że kocham
matkę żonę syna
i wierzą mi
i sam w to wierzę
prawda jest odpowiedzią na prawdę
wiara jest odpowiedzią na miłość
ból jest odpowiedzią na wiarę
choć nie ma to wzoru
wzór ten wciąż się powtarza
SZTUKA CHODZENIA W CZARNYM BERECIE
nie w kraju basków piaszczysta przysietnica
smutna tu sierpień boli w stawach
wśród kurzu wzbijanego wiatrem
jedynie przeloty motyli
są widocznym luksusem
do świata daleko ale cały świat
tu na miejscu nawet język choć nasz
to zupełnie obcy lokalny przysietnicki
niczym euskera w bilbao
tu uroki lawendowych wzgórz
granice cienia na brzegach winnic
wojna na pioruny burzy z upałem
kościół parafialny niczym muzeum guggenheima
oraz sztuka chodzenia w czarnym berecie
na krótko przed świtem
wśród pszenicznych łanów
25-07-2006
BRZEZINKA
wielka niedziela małych ludzi
sto lat pod ogórek
i miłosierdzie za plecami
świat na nas patrzy
wiosna mija w deszczu
to prosta teologia
podglądana cisza
odwdzięcza się tęczą
ocalałym wystarczy uśmiech
pokazać zdjęcie
uścisnąć dłoń
nikt już nie pyta
dlaczego żyją
poległym od dawna
się polepszyło
mają czyste sumienia
kyrie kyrie elejson
to miejsce pierwsze
i nie ostatnie
04-06-2006
WYKRĘT
drugi garnitur strachu za niechodliwą
walutę nabyte sumienie a twoje usta
znów nie mają smaku
zwiastowanie dzisiaj i akurat sobota
domyślasz się światła po moim spojrzeniu
kroczy jeszcze skraj drogi
taka szkoda na wysoki połysk
tłumaczę sobie że to już wiosna
za resztę z chleba kupiłem ci bazie
jesteśmy przeznaczeni do podziału
to dobre rzemiosło z byle czego
trochę na życie dorzucę od siebie
serce na sztukę się zgadza
i trzy papierosy w paczce
anioł stróż wolny słuchacz
gładki targ łacińską mową
szczęście na trybunie też się oswoi
historia z nożem na gardle
wyczulona na światło
no i mamy bilety na rozmowę
z muzeum
27-03-2006
STRZECHY
w tych strzechach mieszkają imiona domowników
i krzyk ptaka a jakże dokładnie są policzone krople
deszczy ulew i nawałnic suchoty letnie i siarczyste mrozy
dymy z komina nazywają drzewa którymi palono w piecu
na chleb na zupę na placki z jabłkami czy tylko na ciepło
czasami anioł zmęczony czuwaniem przysiadł obok wrony
tu dzieje się spokojniej owo wieczne natychmiast
i przemija niespodziewanie wszystko co zaistniało
strzechy oprawne w przesuszone złoto
ciepłe i płochliwe piękniejsze od Rzymu
20-01-2006
ZNAMIĘ
między Koryntem a Wólką Królewską
taka ojczyzna trochę moja trochę wymarzona
między amboną i ziemią której nikt nie chce
dymy z kominów symbolicznie w mróz pełzną
cywilizacja tymczasem już wyrosła kolebki
niebywale starannie znaczymy swoje obszary
chociaż tyle mojego w tym zachłannym świecie
spluwam na ziemię za którą tysiącami ginęli
jak psy
jak psy
10-01-2006
WIERSZ ZADUSZNY
Pozostali czekają w świetle,
rzadkie kroki stawiają jak duchy.
Tu nie ma wiary, tak samo
jak tam nie było pewności.
Zatem zawsze jest jakieś tam,
dla tamtych jakieś tu,
jakieś kiedyś,
i bardzo dokładne teraz.
Odniesienia czynione w czasie,
wracają jedynie do ludzi dobrych.
Tylko tyle usłyszałem od postaci,
którą sam nazwałem czekaniem.
Nie wiem kim są,
choć wiedza o sobie samym
nie została mi odjęta,
tak myślę - skoro odczuwam nadzieję.
A myślę o nich - pozostali.
Oto okazuje się
nigdzie nie odeszli,
i nie wiem czy nie zdążyli,
czy nie mieli dokąd.
25-11-2005
APOKRYF
1. Rzekł Pan do sługi swego:
"Tak uczyniłem rzeczy widzialne
byś odróżnił zło od samego siebie.
2. Moja miłość nie jest wiedzą,
bo choć znasz swoje imię,
nadal nie wiesz kim jesteś,
człowieku.
...
3. Gdy mówię, że pałam gniewem,
albo gdy mówię, że jestem zazdrosny,
to wciąż mówię, że jesteś drogi w moich oczach.
4. Zbrzydły mi ofiary i dym kadzideł,
nie słucham modlitwy wznoszonej
wśród pochodów przepychu.
5. Sam nie muszę czekać, ale dałem ci czas,
abyś zrozumiał istotę wyboru,
to w niej się stajesz lub giniesz.
6. Dlaczego mnie chcesz obarczyć swoim grzechem,
ja ci go nie pamiętam, nie wypominam ci odstępstwa.
Daruję ci wszystkie winy i nikczemności.
To dla ciebie oblokłem się w miłosierdzie.
7. Pamiętaj, oto masz czas.
Zechciej się stać.
Odwróć swoją twarz od śmierci,
byś nie uwierzył, że ona istnieje.
8. Ja Jestem twoim Bogiem,
To Ja daję Ci życie.
Usłysz Mój głos i idź za nim.
Ja Jestem Prawdą,
śmierć jest kłamstwem."
06-11-2005
OSWOJONA TEORIA NICZEGO
nie jestem koniecznością
kolosalną i przesadzoną za każdym razem
gdy pojawia się jakiekolwiek porównanie
gdy pojawia się gdy
wychodzę za siebie
na papierosa cudzesa
na zapatrzenie się w chudą żyć
na niby i robię a kuku
żyję jeszcze na czas
z terminem ważności
na opakowaniu więc terminator
na niedoczekaniu niedoczas
na niedożywieniu niedoli
na niedokrwieniu niebylec
i nietutejszy wszędzie
na nie dość wysokiej stopie
jak niedospany sen
niedosypany kopiec
na marzenia mówię
oto zamordyzm koszmarniany
(od kawiarniany)
ode mnie tylko uciekać uroczo
nie równam się niczemu
nic jest jak najbardziej
nieporównywalne
najnierówniejsze jest
właśnie
nic
05-11-2005
PRZY NIEJ JUŻ TYLKO BYWAM
jak ten oddech ułożony
wedle nienagannej maniery
jeszcze się wplata w szeregi zdarzeń
tu samotność skupia się
sama na sobie
(jakże chwalebny egoizm)
już tylko na sprzętach
osiadając warstwami wspomnień
jej nie dotyka ów ból najdotkliwszy
ze wszystkich dostępnych wrażeń
już nie może dotyczyć
przynajmniej tej starości
a w łzawym wejrzeniu lawenda i słoneczniki
chabry wśród koniczyny
i nieznaczna tęsknota bardzo czule
macha ręką odganiając mój uśmiech
choć zbyt niedbale
(to jedyne niedbalstwo
ruchu czynionego starannie
którego koniec przekracza granice roztargnienia)
bym uwierzył że w tym życiu
już nic po niej
podrywa się równo co kwadrans
za blisko okien dzwony kościelnej wieży
i opada we wspomnienia
owo święte brzęczenie wiekowej patyny
wywołuje duchy których przez koleje minuty
znów cały pokój
tam wśród śmiechu śpiewu rżenia koni
tanecznych wirów zgiełku bitew
smaku krwi z ran co już się nie zabliźnią
pocałunków oddawanych w ukryciu
wielkich powrotów i goryczy zdrad
na wylot jej cień wpada w czas
który bez znaczenia jakoś płynie
bowiem już nie ma tu i tam kiedyś i teraz
jest nadzieja którą zdziwiony chłonę
bywam na równi z nimi zjawą
współczesną historią porannym klinem
na idealną rzeczywistość
bywam też kazahskim chłopem
noszącym wodę kobiecie w połogu
i synem
którego przystawia do piersi
10-09-2005
ROMANS GRECKI
termopile w pelopones bogate
a może smak tych ust
poznałem w knossos
pocałunek ułożony w labirynt
i kto wie czy teraz jestem
pół bóg
pół człowiek
pół byk
w mykeńskim grobowcu
agamemnon
klitajmestra
i nasze dziwne cienie
odbijam ci się
w antycznym
spojrzeniu
na niebiesko
07-09-2005
EKLEZJASTES W STOLICY
stąd dzień widać dalej na ten obraz
nakładam niejasne wspomnienie
niech się dobrze wymiesza
z przytłumionym gwarem
posoki ulic płynących
przepychem i smrodem
na ustach Koheleta błąka się uśmiech
zdziwiony swoim istnieniem
że jednak jest
gdy on sam pisze:
„ I skierowałem umysł swój ku temu,
by zastanawiać się i badać,
ile mądrości jest we wszystkim,
co dzieje się pod niebem.”
poddana tak w wątpliwość
jakakolwiek wiedza sama siebie
przysparza znów się mnożąc
owo genialne tarło ust tak chętnie
topionych w sromach
ust płukanych nasieniem ze starczych
zwiędłych jąder więc jakże niemoralna
to jest cnota a całe poznanie i mądrość
nieustannie krążą w okolicach dupy
oto Synaj cienie kładzie w natchnione wzory
Bóg się objawia najprostszym z głupich
i wiem że to pewne
tak jak Kohelet wiedział
co to jest marność czy strach
przywołany głosem świętych
od których nie mogę się odżegnać
jak od piersi Asztarty
21-08-2005
NIEMOWA
nadyma się niedziela w święty świst
w świeżo prasowane kwiaty
na spódnicach
po mszy lubię zgubić się
w tłumie aniołów
wychodzących z kościoła
niektórzy mówią o mnie idiota
bo nie idę na piwo
dlatego odwracam się do nich
wszystkim co mam z tyłu
choć dupą najbardziej
w niedzielę rosną mi skrzydła
mniejsze od anielskich
latam więc niżej o dwie chmury
gloria śpiewam drugim głosem
jak podlecę wyżej to nawet i trzecim
23-06-2005
ROZMOWA
1
układam rozmowę której nie będzie
a ostrzegała mnie mama
w kąt spluwając na psa urok
tych kilka zdań o niezwykłej harmonii
niebywale pełnych bezruchu
z cudowną parabolą
od oczu do sromu
przez świąteczne bańki piersi
więc wpatrzony w blat
ukochanego kuchennego stołu
przez szelesty zwidów
jakichś nieb przestrzenie
nawet do siebie nie gadam
2
tylko słońce jak wystawa
z porcelany do kaw wpada
i jakiś szmer wonny senny
może na coś więcej ma ochotę
milczenie w ziarenka składam
z nich wyrosną kiedyś
wielcy święci
czuję jednak żal to niedorzeczne
rzucam w maneż nieba
ułomną postać spojrzenia
ze zdziwioną gębą
22-06-2005
DZIEDZIC
myślę że do legendy o takim istnieniu
nie ma słów a znaczenia się mijają
jak większość tej niemej demokracji
w nim rzeczy już się nie dzieją rozum
niczemu nie służy nie zachwyca się
wiosną gdy mówi – jak tu pięknie
ma śmieszny w brzmieniu akcent
który pada na mnie jedynego potomka
nie wypowiem go poprawnie
nie wiem czy cokolwiek chcę mówić
zbyt tu głęboko
jakaś wieczność
w tym bałaganie trwa
on zna już wszystkie jej gesty
więc takie jest moje dziedzictwo
w spadku dostanę zdziwione spojrzenie
które zwykło nazywać się obłędem
boję się
bardzo się boję
że na koniec zapyta
kim jestem
29-04-2005
WRZECIONO
w pamięci najpiękniej zgiełk przechodzi
w ciszę i jedynie tam
jedno drugiego żałuje
zupełnie szczerze
znasz tą wędrówkę czasu w sobie
gdy ma się ochotę o tym powiedzieć
lub gdy tylko na niej polegają
wszystkie twoje tajemnice
nic bardziej człowieczego
nie pochłania cię żadna namiętność
nie oprze się i nie wróci inaczej
co jednak gdy i pamięć się domknie
przed czasem a ten wciąż trwa
pomylony jakby obłąkany
zostaje prawda postać surowa
posąg trwający niezależnie
bez człowieka
i bez znaczenia
22-04-2005
MYSTERIUM FIDEI
kto nie ulega temu złudzeniu
w którym smutek mija szybciej
niż myśl o nim brzemię opasłe niechęcią
i niezrozumieniem paschalna jałmużna nie jest
dla nikogo już wyrzutem sumienia
można to nazywać
za każdym razem inaczej
on wybrał "próg"
jako symbol
jak go przekroczył
oto tajemnica
mysterium fidei
jak zwykle ukryta i widoczna
raczej jeszcze niezrozumiała
większa od wyobrażeń
i pewnie prostsza niż przewidujemy
jedna pewność zostaje
znak czasów nieludzkich
kropka u Amen
znak cofnięty w czasie
znak cofający się
poza swój początek
19-04-2005
OZIMINA
blizny ozimin za nimi las
lub ciemność poręby
tu w środku liryki
odświętnie gumowe buty gospodarza
już ubyło zimy
smak kaszy wciąż wędruje w pamięci
a na zydlu nieba jak dzwon
łaskawość światła
ból w kolanach rżnie ostre rysy
post jak romantyzm
bez salcesonu i wódki
gorzkie żale przybywajcie
27-02-2005
DO PEŁNA
Staję za wierszem, postać jak u Bułata.
Czerstwe niebo z butami włazi do domu.
Otwieram słowa, nie pasują do świata,
Który jeszcze tam jest jakby po kryjomu.
Waham się: wejść, czy też pozostać na progu,
Pysk smętnie zwiesić i osiwieć równiutko,
Bo na co mi słowa, one tylko Bogu
Raz jeden służyły i to bardzo krótko.
Życie odcedzić od nieprawdy i zmyśleń.
W ten wywar się odziać i wyruszyć dalej.
Tak - odwracam się tyłem od zwidów przyśnień,
Nim jeszcze raz powiem: - Do pełna mi nalej.
15-10-2004
ARYTMETYKA
znów powtarzasz się głucho
niepodjęta decyzjo utracona nadziejo
jak liczni jesteście mieszkańcy przeszłości
już nie kłaniam się wam załzawionym dziadom
jak samogon dzikie kłącza życia
plotą się mylą zużyte roczniki
choć wypowiadam je jak dziwne zaklęcia
zasypane wapnem z powództwa czułości
więc dzień na nowo kwitariusz otwiera
kilka drobnych zdarzeń pod parafą losu
oto monolog w narzeczu mijania
a nawet Boża łaska
na kredyt wieczności
02-10-2004
