PAKIET
nie wierzyć w babę - jagę
uwierzyć w Mikołaja
dobrze kupić lepiej sprzedać
no i dieta cud
więcej minut w tej samej godzinie
i SMS o treści żołądka
bez wybielacza
możesz czuć się cool
póki jesteś
młodszy lepszy szybszy tańszy*
"to tu to tam"
dyndamy przeźroczyście
spakowani w pakiet
od do**
15-05-2004
ZA GÓRAMI ZA LASAMI
to chyba twój ostatni ślad wlecze się trotuarem jak pozór życia
mętne odbicie znad lśniącej politury blatu
jeszcze jeden dotyk wsparty o kostur wspomnienia -
zrywa mnie w nocy czyjś pijany głos w słuchawce
płacze więc mu ryczę do wtóru
znowu jesteś w Rzymie Bóg wie z kim
może prowadzisz przy barze rozmowę
bez tematu
piję od wczoraj z duchami przeszłości
wyborna kompania i nawet mniej nierealna niż ja
mam zamiar nie wychodzić przez tydzień
z twojego domu bo jakby nie patrzeć
i tak ostatecznie trafiłbym na jakieś
absolutnie zapomniane zadupie
a za siedmioma górami za siedmioma lasami
na wyspie której jeszcze nie ma na żadnej mapie
jeszcze nikt nie płakał ze szczęścia czy rozpaczy
nikt nie umarł naturalnie lub tragicznie
samo szczęcie choć jak dotąd bezludne
13-05-2004
NIM DOJRZEJE WINO
nim dojrzeje wino
tyle wspomnień osiwieje
tyle wierszy zabrzmi
wieczory i ranki
w zaświaty odejdą
lądy się zaludnią
zmarszczki przewodniczki
nowe szlaki
w pochodzie dumnym
na wielu twarzach przetrą
święty czasie miniony
święty zapomniany
módl się za tymi
którzy nie chcą przeminąć
11-05-2004
MARZENIE WARIATA
stary wariat wtula pogiętą twarz
w spiże firanek przez które życie opasłego Wernyhory
jak fuga Bacha popularny pensjonat szyderstwa - przepuszcza
nieoczekiwanie czyżyk znad zamilkłej chmury
przeprowadza go na zdrową stronę sumienia
ze słomianych strzech obrosłych brodaczką
a tam rokitnik w zaroślach schowany
miłek szarłat i arnika żółta
remiz dzwoniec szczygieł i gągoła wołanie dziwne
tą chwilę na wędzidle trzyma
nim się zerwie ślad nieba
rozegrany na cztery klawesyny
kilka dźwięków z w liść goryczki zawinie
wawrzynka czerwienią ozdobi
na potem beznadziejne
na czekanie
18-04-2004
PRZY STOLE
wiadomościami
z pierwszych stron gazet
palimy w piecu
jakiś ten czas nam
nie w porę
uwiera
jest jak dziura w ścianie
śnieg tylko pada
w tykanie zegara
stół w tym roku
wyschnięty na amen
giba się na boki
Stach czuje co mówi
skręcając papierosa
bo aż ciary po plecach idą
i kot uciekł mu z kolan
- to kołysanie
kogoś zabierze
03-03-2004
KOŁYSANKA
być którymś z brzegów fale obejmują
opieszałość nostalgii
lub występować z nich gwałtownie
dnem o które opiera się zmierzch
pępek przepychu
mroczną pasją odtwarzaną
ze śladów wyobraźni
miotają się postaci
towarzystwo zgrzytające nadzieją
pora na samotność wisi u dyszla
wielkiego wozu ze szpary przetrwania
szalone kołysanki ktoś mi mruczy
23-02-2004
JESTEM CIAŁO
jestem ciało ubrane nagie
zdrowe chore ładne brzydkie
młode stare
męskie—
nie pozoruję nikogo
jestem ciałem samo w sobie
pozdrawiam wszystkich bardzo
serdecznie uśmiech tu
uśmiech tam i ukłon
(fik)
oddycham patrzę jem śpię
wydalam odpoczywam męczę się
idę leżę stoję biegnę (żadko)
– tyle jednak najczęściej
żywy błąd nie do naprawienia
przez rozsądek z powodu strachu
bez powodu do życia
12-02-2004
ŚWIĄTKI
pod pstrą makatą oparty plecami
o ścianę która już zrosła się z bólem
jaki w nich nosi
struga świątki
smutne cudeńka idą latem
w wykwintne salony będą starannie
wycierane z kurzu
przestał stary gadać tylko struga
jeszcze piękniej i jeszcze smutniej
czasem przestanie popatrzy
pokręci głową splunie w kąt
opowiadam mu wszystko
patrzymy sobie długo w oczy
pokręci głową splunie w kąt
wracam i wiem
że to nie on zdurniał
11-02-2004
NAJBLIŻSZA OKOLICA
na deser jem jagody
z cukrem
nie lubię jagód
nie wypada odmawiać
luty w tym roku
ciepły i deszczowy
powoli przyzwyczaiłem się do myśli
że żyję na przełomie tysiącleci
wydaje mi się że gdyby nie było jutra
nic by się nie stało
nie umiem naprawić cieknącego kranu
patrzę na spadające krople
stwierdzam że nic w tym drażniącego nie ma
ciągle jest kilka spraw
które nie dają mi spokoju
i się boję choć nie pokazuję tego
żona powiedziała mi
że moje chrapanie
staje się nieznośne
i poszła sobie
zasnąłem wsłuchując się
w skrzypiące łóżko sąsiadów
zazdroszcząc im
11-02-2004
PARTYTURA
ten sam krok a jednak
do tyłu moje odbicie w lustrze
to już tylko kłamstwo
chętnie podaję dłoń
jeszcze szybciej nią zgarniam
i w związku z tym
jak pięknie że był Heraklit
jeżeli rozumiem to co widzę
jestem jak zaraza
w bezbronnym tłumie
jak wiatr w ogień
płonący po wodą
do taktu
dni
partytura pomyłek
listem poleconym
z drewnianym wiekiem
05-02-2004
JA DIOGENES
idziemy w las we dwóch
młody Diogenes ugięty
pod ciężarem topora
wiośnie na plecach
siadają pierwsze motyle
niebo nad nami jak cyrograf
padły zdrowe sosny w nasze cienie
zapach żywicy jak żałoba
szybko zwietrzał
stalowe obręcze
obejmą świeże drewno
w beczce sumienia mit o mądrości
wracamy nad rzekę
do śmiejących się głośno dziewczyn
za wino i słońce zdradzą nam
wszystkie tajemnice
18-01-2004
KOLEJKA SZYNOWA
żonie
poszarzała noc od chmur ciężko
płyną w kierunku świtu
kołysanka rozpuszczonego warkocza
łaskocze mnie w bezsenność
zmęczenie pod poduszką
wierci się niecierpliwie
nasze pantofle
stoją na warcie
bose
obok kolejka syna
z pociągiem stojącym na bocznicy
rano ruszy
trasą dookoła stołu
jak ja
02-01-2004
WYPRAWA
między nami stół
najważniejsze wydarzenie
to łyżka dźwięcząca o talerz
jakiś czas temu
mieliśmy do siebie bliżej
teraz mrużymy oczy
by dostrzec tylko zmęczenie
trzeba go obejść
jak obchodzi się mebel
patrząc sobie w oczy
by nie zbłądzić
o tych kilka słów
31-12-2003
XXX
nie szukaj dziury w pustym jesteś
przedmiot wśród przedmiotów
i wśród ludzi przedmiot
oczekiwać przyszłości to bać się
bez miary być może wcale
nie nastąpi a jak już to na kogo
kogo masz w sobie kogo
nosisz pod skórą wystraszona
kukiełko zakurzony poczciwcze
i tak byle jaka śmierć nieudacznica pokraka
żałosna atrapa prawdziwego lęku
to wszystko czego się prawdziwie
wystrzegasz
nie szukaj dziury w tej pustce
to są rzeczy i są rzeczy
wśród ludzi o wiele gorsze
i martwe
22-12-2003
XXX
wchodzę w miasto
z rękami w marzeniach
stawiam proste kroki zdań
ciężkie plecy wierszy
powoli prostują się w nadziei
chwała na wysokościach życiu
a na ulicy przedświąteczny ruch
niebo krąży samopas
wiatr szalony organista
z partytury śniegu
gra spadającą melodię
przeglądam się w tłumie
to ruchomy ogród
w przelotnych spojrzeniach
strzępkach rozmowy
czasem potrzebuję samotności
człowieka siedzącego od tygodnia
na tej samej ławce
by nie przeoczyć nikogo
a potem sprawdzimy
czy ja to ja
czy ty to ty
czy ludzie to my
22-12-2003
REJS
chudy wieczór za oknem dzisiaj robi
za majtka na szczycie topoli
wśród wroniego gadania
puszczam w miednicy
papierowe okręty
ocean spokojny dzieciństwa
jakby trochę mniejszy
ale wciąż ten sam
piękna flota z papieru w kratkę
z wierszami na pokładzie
dopływa do brzegu
na moim oddechu
19-12-2003
KROK ZA BLISKO
podeszła do mnie
jej piwne oczy jak opus namiętne
dyktatura podziwu we wszystkich
intencjach ruchu
- pan ma sumienie
to gorsze niż nikczemność
panu świat już niczym nie grozi
jej biodra
głęboka zachłanność
kołyszą się obok jak zaprzeczenie
jak moja wątpliwość
ta pazerność mnie drażni
idę w noc
popatrzeć na coś prawdziwego
16-12-2003
PRZESŁYSZENIE
z nieudanego snu w realny dzień
za już zapomnianym zakończeniem
przekraczam próg i w twoją wchodzę sień
schować głowę pod czasu sklepieniem
samotny mieszkaniec dekalogu
swym jednym okiem tak mnie przenika
że nie ma już sieni nie ma progu
ten dom ze światła sam we mnie wnika
więc kto u kogo teraz się gości
bicie serca zapada sie w ciszę
tyle nadziei z rzeczywistości
tym razem chyba się nie przesłyszę
JAK KAMIEŃ
w kamieniach nie ma pozorów
nie zapuszczają korzeni
by je od nich odcinać
szarzeją przykładem
trwałej bezczynności
czasem mech je porasta
by się zeschnąć spokojnie
zawarte w murach
nie są ich historią
ułożone w ściany
nie chronią przed światem
18-10-2003
NAWIAS
kto wyjdzie poza nawias
jak bardzo niepewna jest
geometria tego kroku
poza nim widać brak oparcia
nieodwracalne zmiany
w niepewności
wolnością używaną jak brzytwa
odciąć się od splendoru
konstrukcji zmyślonych zasług
tam cisza jak zgiełk czapka chmur
z pomponem słońca
i nic tak dotkliwie dotyczy
kto wyjdzie przed szereg
niedotrzymanych obietnic
obali ustrój bezczynności
nie wróci
w fascynujący sposób
14-10-2003
KONTUR
życie w sprawy wcieka
w ważne drzwi wchodzi
potyka się czasem o progi uczuć
czas ma pysk smętnie zwieszony
obroża konieczności gniecie go w kark
w przekładach pamięci gdzieniegdzie
wspomnienie na bezczynność umiera
kontury człowieka na jej krawędzi
nieczytelne
09-10-2003
XXX
jaki on w piersiach nosił duszy krater
dla siebie miał oddech koc cieknący dach
z definicji orderów to bohater
w ramion wnętrzu wielki przygarbiony gmach
wzdęty pamięcią ten Robinson w bloku
poza historią nieznany nikomu
nie usłyszy w kranie szumu potoku
w nowym mieszkaniu ale już bez domu
winda jak trumna spuszczana na sznurze
skrzypi drzwiami to wyjście z sytuacji
przewozi smutek w galowym mundurze
niby wolny lecz jak za okupacji
uczył mnie wiary jak młodszego brata
w nieważne rzeczy uczucia wspomnienia
żebym był silny i nie zmieniał świata
bym słuchał ciszy nie wychodząc z cienia
02-10-2003
NAD STARYM CIEŚLAKIEM BRONKA MOWA POŻEGNALNA /gawęda/
Stary Cieślak mawiał, że robota jest jak życie. Prosta robota przynależy się prostemu życiu, skomplikowana „lordom”, „madamom”. Tak samo jak z robotą jest z myśleniem. Proste myślenie według niego zawsze będzie najlepsze, a najlepsze to takie jak w dziesięciu przykazaniach napisane. Najsampierw Bóg, o którym należy myśleć nieustannie, a gadać z rzadka. Nie może być inaczej skoro on sam, jak tych żydów z egipskiego ucisku, nie wiedzieć nawet kiedy, nas od nieszczęść i bied najgorszych wyprowadza. Co do gadania zaś, to nie ma co po próżnicy języka strzępić, bo w tej materii to i najtęższe głowy, choć wymowę mają gładką jak dobrze naostrzona kosa, więcej niż każdy kmieć wie i tak nie wymyślą. Następnie stoi jak wół, że święta są dla odpoczynku ludzkiego i staranniejszej modlitwy wyznaczone, po kolei i pod każdą okoliczność.
Szacunek ludzki od rodziców i wieku pochodzi, zatem od maleńkości należy młodzieży wpajać, że nie masz ważniejszych ludzi na ziemi niż ojciec i matka. Łatwo dziadostwo poznać po tym, że te właśnie osoby w pogardzie miały. Bóg bowiem nie pozwoli ze swojego urzędu kpić, a taki wolą swoją rodzicom nakazał, żeby każdego jednego gówniarza szacunku odpowiedniego i pierwszeństwa uczyć. Co do złodziejstwa, sodomii i innych zboczeń to starego Cieślaka taka nerwa brała, że tylko spluwał gęsto za siebie. O zabijaniu też niechętnie mawiał, bo we wojnę samemu zdarzyło mu się kilku szwabów ustrzelić. Nosił ich na sercu z boleścia jak wrzody na tyłku, na msze za ich dusze dawał, bo choć to wojna w słusznej sprawie była i na dodatek to oni pierwsi nastali na nas, to jednak ludzie, choć niemieckie łajzy, były. Niczego nikomu nie zazdroscił, bo wiedział, że kto więcej dostał, lepiej się rozliczyć będzie musiał, a nie jego to przecież rzecz ile komu Pan Bóg w michę zupy leje.
Taki to ten stary Cieślak był. Umarł, patrzcie ludziska uczciwe, dopiero jak mu robotę odebrali. Moim zdaniem trzeba na to patrzeć tak, że skoro sam gadał, że robota jak życie, musiało tak być. Nie ma roboty, nie ma życia. Dobrze sobie to zapamiętajcie, bo to ostatni we wsi był zasadniczy chłop.
30-09-2003
LISTA OBECNOŚCI
jaka to wojna między nami że razem
do modlitwy klękamy i jaki pokój
skoro słowom naszym podrzynamy gardła
jaki to gniew przecież nadal żyjemy
jaka pokora którą wszystko uraża
niczym strach na wróble - zdrada
bez kroku bez gestu kukła
wierność jak służbowa legitymacja
z nieaktualnym zdjęciem
ani nas w szablon wstawić
z prostym wzorem sumienia
ani skazać za pozory
oblekane w uczucia
jeszcze jesteśmy na liście obecności
między nami już nas nie ma
28-09-2003
