PUDEŁKO

naszyjnik z bursztynów
w tekturowym pudełku
z listami związanymi kokardką

broszka z urwanym łańcuchem
jak ból w szyi co już ich nie nosi
tam też obrączka co z wojny
zamiast męża wróciła

sił już nie ma
by na stołek stanąć
na dach szafy się wdrapać
klamerkę grawerowaną w srebrze
z zbyt wąskiej jak na jej troski
sukienki dołożyć
26-08-2003

PIRUET

coraz wolniej stukają kroki
w środku domu okno skrzypi
wciąż o rychłym końcu

kot król dachu w porośniętą
mchem czerwoną dachówkę
mruczy jakiś żal

za kominem inny świat
hałasuje do późna

ludzie tak bardzo się zmienili
w zielonych oczach
więcej strachu świeci niż zwykle

ona włoży sweter
choć lipiec

ten ziąb od środka
jest bardzo dokładny
jak piruet
25-08-2003

XXX
wybacz że nie zrozumiem
nie przejdę na twoją stronę ciszy

owszem widzę więcej smutku
kuca w twoich oczach
gdzieś w kącie koloru
twój oddech w tamtych dłoniach

idź już
mam ci tyle do powiedzenia

czas zabliźnia się
do środka
tylko raz
27-07-2003

POWROTY

jak dobrze jest wracać w miejsca
do wracania stworzone

siadać w progu wpadać
komuś w ramiona przeszłość ściągnąć
jak buty z nóg
od wielu dróg obolałych

trzeba wracać choćby wbrew
ciału może ciszej wtedy
bez hałasu powitań

im szybciej idziesz gnany
przez obrzędy spraw
do załatwienia tym bardziej
tęsknij

dziczeje sad nikt nie przycina
w nim przeszłości

tym czasem* idzie się
nie po to by dojść
dochodzi nie po to by wiedzieć
jak wrócić
wraca już nie tam
gdzie się kiedykolwiek będzie

* jest to czas nieodwracalnie zaprzeszły
21-07-2003

PRZEZ CISZĘ

cisza jak nabożeństwo odświętna
taka w kant prasowana

mówią że jest pusta
jak kolec jak ból
opięty chorym ciałem

niektórzy mają zwyczaj
przebywania w niej
ot dziwactwo pochylone
nad zwątpieniem

ja jednak tobół żyjący
zmartwieniem zatrzymam na chwilę
przy sobie tej postaci
mętny epizod
15-07-2003

DRWAL 

jego plecy szerokie jak drzwi
zza których śmiech co każdego
rozłupałby na pół

jak drzewo jest
wie o nich wszystko
na rękach kora zamiast skóry
drewniany uścisk oczy od liści zielone
a w duszy mech

nie śmierdzi wódką
samotne leśne dziwadło
ulubieniec sów

wie który buk obejmie go
w cztery surowe deski
26-06-2003

OKIENNICE

te okiennice
już tylko w przeszłość skrzypią

otwieram i słucham co mówią
mową prostą nieoliwioną
twardą jak ręce co je obsadzały
tyle ciszy w tym zgrzycie
wydarzeń w ruchu

farba od drewna w dotyku
odchodzi jak ludzie ze świata

ich drobne losy zostały tu
w cieniu stołu powikłane dzieje
w tajemnym schowku
za kapliczką na ścianie

drewniana przestrzeń pamięci
ku słońcu otwarta na oścież
dwoma wyciętymi sercami
04-06-2003

WYJŚCIE

krzesło odsunięte od stołu
ruchem szybkim starannym
jedyna pamiątka czyjejś obecności

filiżanka talerzyk łyżeczka
słowa starannie zapadłe w pamięć
sam stół jak kontynent
jak Australia gdzieś na dnie globusa

odtąd historia ciszy pory roku
jak domino układa

włos na oparciu
pozostawiony przez przypadek
smutny jest osobno
21-05-2003

RYSOPIS

w Prządki cię zagnało
w dziury stromizny las bukowy

twoje kartki już za kratką i litery
wszystkie nagle niepotrzebne

na margines wyszedłeś
w życie napisane
za pierwszym razem na czysto

w książkach zakładki na stałe
wartę trzymają
przy ulubionych wierszach

dałeś mi ołówek
"na zawsze"

odtąd mam
drewniany rysopis poety
06-05-2003

GDZIEŚ

jest takie gdzieś pora mroku
pod stopami kota
o którym marzy się ukradkiem
bo lepiej niech zostaną te myśli
pod skorupką głowy

gdy cyrkiel smutku krąg
zatoczy pełny ta cisza jak znalazł
pod powiekami w tych tanecznych salach
od świata ciemnością odgrodzi się
jak umarły trumną

cóż to za ląd - pytają
co zamiast stać to płynie
i nic w nim stałego poza domysłami
gdzie jego próg
o który choćby się potknąć można

tam - powiadam na zboczach cieni
gdzie nie ma zamiarów a zasięg
wydarzeń za gruby
18-04-2003

PRÓG

od progu nadziei przez próg zdziwienia
słowa które na Aeropagu Paweł
w przedwiecznym zamyśle wyprowadził
ku brzmieniu ale tylko trzy jak Boskie osoby
jesteśmy żyjemy poruszamy się
nie mogę powiedzieć że wiem choćby przeczuwam
tą przestrzeń która się dzieje ten las
czy strumień dla moich warg tylko ma sens
jego wilgoć On widzi że są dobre

gdzieś jest we mnie ten próg
a przecież nie musiałbym wiedzieć
że mogę go przekroczyć zanim zaistniałem
byłem już teraz podejmuję zdziwienie
że można tak stawać się jeszcze bardziej
01-04-2003

ARS POETICA

jestem poetą wędrownym
a może to już wygnanie
nie zagrzeję miejsca czy osoby
jedynie dłonie
trzymane w kieszeniach słów

nie potrafię zatrzymać się
obojętnie jeszcze nie stoję
w miejscu bez znaczenia

i to brzmi jak trzask
łamanych kości

ja czyli ten co grzebie się
w pozorach uczuć szukając
prawdy choć to podobno gówno
prawda powietrze skleja się
w cały oddech nieświeżych wierszy
co powiem dzieciom gdy dorosną
o tym jak wygląda życie
ze mnie zdjęte na niechlubny przykład

wiersz(?)
07-03-2003

XXX

o brzeg rzeki wsparty
w jej szerokość wodę
wlewam całe serce

wiatru okrągła suma
zawsze plecami do świata
w niewidoczny posąg
odlana z milczenia
rozmienia czule westchnienie
w oczach na dwie łzy
i plasterek wstydu

wpadam w tą ciszę jak w studnię
wielkich gwiazd światełka
19-02-2003

KOŁACZ

pięknie żar przy piecu stoi
w orszaku iskier ciężki i szlachetny

chleb dzisiaj pieką zapach już od progu
z gospodynią Ojcze Nasz szepta
by wszystko poszło jak trzeba
i sól na Agaty święcona od zakalca ustrzeże
rośnie bochen w sercu
z dobrej mąki
z roboty starannej

szczęście szczerze
kiwa gospodarza głową
na kołacz uczciwy
16-02-2003

OKNO

za tym oknem
osadzonym solidnie
wojny rewolucje powstania
pochody i orkiestry dęte
serenady miłosne
i stopy samobójcy

otwierane do środka
skrzydła na haczyk
w ścianie głuchej
jak wyschnięte pnie
kolejnych pokoleń
wychylających swe głowy

dzielone w połowie
z powodu rozmiaru
dostojnego niczym
frak krojony na miarę
stoi na granicy
kruchej jak szkło
05-02-2003

NA PODDASZU

ciasne wejście wąski korytarz
mrok łasi się do stóp
i tych kilkanaście drewnianych schodów
skrzypiących w górę trzeszczących w dół
jeżeli tam wejdę to już na zawsze
pozostanę pod urokiem
starego zegara zapachu tabaki
dębowego biurka wdzięczącego się
do regału z książkami
ciężkiego fotela drzemiącego pod oknem

jakże chciałbym zestarzeć się
w miejscu do którego przylgnęła tradycja
w którym zamieszkały proste zasady
27-01-2003

ROZMOWA

cóż jak pan widzi
mam koła zamiast nóg

moje uda zbyt szczupłe nie pasują
do pana silnych dłoni
tylko wobec pana mam w sobie
tyle śmiałości
by o tym mówić wprost

za tym zakrętem będzie ławeczka
tam się proszę zatrzymać

gdybym mogła wstać
nie oparłby się pan pokusie
żeby mnie pocałować
więc gdyby
mógłby się pan pochylić
21-01-2003

DOM

dom widziałem
lasem wsparty

w ogrodzie
śniegu na pół łydki
a z komina dym
jak na konklawe

a w domu
piec wiecznie żywy
z miłości do kilimu
w pstre wzory
stół z procesją
krzeseł dookoła
i herbaty szklanka
w niej cytryny
wyspa bezludna

i obraz święty na ścianie
i pajęczynę w rogu
i drzwiczki kredensu
skrzypiące na kota
i ludzi prostych
przy zwyczajnej robocie
14-01-2003

PROSZĘ PANI

o jeden krok za daleko proszę pani
o jeden zbyt czuły oddech
postawię przy nim wartę
proszę pani - pamięci
i zdaniami pełnymi naszych ust
odpowiemy za to

o jeden cień za dużo proszę pani
pada w tym miejscu
nie powinno być
cienia wątpliwości

o włos proszę pani
zostawiony przypadkiem
poznaliśmy się
bliżej
01-01-2003

OSIĄGNIĘCIA

nie postawiłem stopy na księżycu
pod nimi tylko bruki ulic dywany parkiety trawa

nie szybowałem w obłokach
inaczej niż tych odbitych w szybach
nieruchomej wodzie twoich oczach

nie zbudowałem domu
i nie mam zamiaru posadzić drzewa

nie byłem wierny
ani w rzeczach wielkich
(bo te nie do ogarnięcia)
ani w małych
(bo wypadają z rąk)

moja wiara wciąż jeszcze
bardziej wątpi

stoję twardo na cokole wiersza
i mówię
- nie bierzcie ze mnie przykładu
10-12-2002

ZDZIWIENIE

czyż nie zadaje sie pytań
które zbyt mocno gniotą w sumienie
i nie zadaje się bólu
we wszystkich czasach i przypadkach
i czy nie są to aby
zadania domowe

czyż nie unika się rozczarowań
tej magii stosowanej
jak przeciągu czy grypy
a co bardziej przesądni
czarnego kota
ze wszystkimi jego pchłami

czyż nie liczy się na lepsze czasy
choć obliczenia napawają się
nadzwyczaj niedokładnymi wątpliwościami

wreszcie czyż nie spodziewa sie człowiek
najgorszego po niepozornych
wszystkiego najlepszego
na urodziny

czyż nawet ty
nie schodzisz mi z oczu
o wiele staranniej
niż zachowują się
twoje pozory

więc skoro już wiemy
co wiedzieć przystało
wszelkie zdziwienie
jest udawane
10-12-2002

DOSTAŁEM NA ODCHODNE

zdjęcie
wpatrzone w ramkę

fabułę kilku dat
w zmienionej obsadzie

charakter
o wyprostowanej postawie

namacalne milczenie
bez konserwantów

poprawnie
odwróconą uwagę

korzenie
zapuszczone w ból
03-12-2002

ZAPUKAM W MYŚL

stukamy się w czoło - panie poeta - stukamy
by myśl jakaś wyszła z tej kościstej ramy

bo to nie Luwr ta twarz z zarostem trzydniowym
po mieście się błąka byłym przemysłowym

w witrynach sklepów mignie odbicie przelotne
i para kroków stawiana i bicie serca samotne

i wczorajszej gazety wyściółka świeża w bucie
cztery żylaki na nodze i pod żebrem kłucie

a w tym obrazku myśli tej tylko brakuje
że to wór z kośćmi w środku co nic już nie czuje
29-11-2002

RÓWNANIE

wspólny mianownik żeber i tętna
w nawiasie nawyków pozory
przyzwoitości ułożą się w życie
na wynos bardzo użyteczny rekwizyt

sumienie
(jedyna niewiadoma)
zabiorę na kawę
ustalimy co będzie z nami dalej

zaproponuję rozstanie
za porozumieniem stron
27-11-2002

XXX
życie przyjacielu
jest jak onanizm w rękawiczkach
przekory cień na wagę losu
czy poczciwa wątpliwość wyborów

ledwie kilka spojrzeń
przez szybę obecności gestów
mniej lub bardziej nieporadnych postaw
słów szczypta z goryczką znaczenia

rozkosz szybko cię zemdli
przejdzie w mechaniczny
nawyk oddychania
za okazaniem przepustki

wiem wiem
szukasz wciąż smaku

nie otwierając ust
27-11-2002

XXX

od ściany do ściany
wydeptałem ścieżkę milczenia
od ciebie do mnie
bardzo to blisko bardzo to daleko
jedno słowo nie wiem jakie

trzymasz się wskazówek zegara
ja ci daję grzecznościowy uśmiech
w dobrym tonie

jutro
może jutro zabłądzę w jakieś znaczenie
(choć wątpię
nie mam własnego zdania)

kto mi podpowie przepraszam
kto ci podpowie proszę
14-11-2002

TRZEJ KRÓLOWIE
przyszli do babci Stasi
trzej królowie
w torbie listonosza
oj przyszli
i kilka drobnych
na dwie bułki starczy
i mleko w worku bo tańsze
ułożyła ich babcia Stasia
równo w przegródkach
ty na opłaty
ty na lekarstwa
ty na życie

babcia Stasia
dobra wróżka
pości w środy i piątki
o różańcu i komunii
zaoszczędzi dla wnuczków
na papierosy i wino
bo to dobre chłopaki
13-11-2002

CHŁOPIEC

pamiętam chłopca z piłką i latawcem
którego nigdy nie ugryzła osa
latającego w kosmos na skrzypiącej huśtawce
którą jak wtedy ranna osrebrzyła rosa

jest jeszcze proca strugana w ukryciu
konspiracyjna broń z przegranego powstania
pamiątka jedyna pozostała przy życiu
ocalona cudem z piwnicznego zesłania

choć prysło to wszystko w trybach czasu
a codzienność przykryła brukowym szmatławcem
nieraz rzucam ją w diabły i idę do lasu
jeszcze raz być chłopcem z piłką i latawcem
13-11-2002

NA RATY

wziąłem życie
na raty
(nie stać mnie inaczej)

obliczam ciągle
ile jeszcze
zostało do spłacenia
człowieczeństwu
11-11-2002

GDYBYM

gdybym mógł w nadziei co ma twarz
niepodobną do żadnej innej
dostrzec wszystkie przestrogi
wsłuchać się w mamrotanie zdziwienia

gdybym nie przeczył gmatwaninie ruchu
która zmyśla tylko odgłosy życia

gdybym chciał dłoń bez śladów trudu
podać prawdzie czymkolwiek byłaby

może zyskałbym odpuszczenie
świtów przespanych
klucz ptasich odlotów
do otwierania sumienia
cienką kreskę horyzontu
na drodze do pokory
07-11-2002

TREN(dowaty)

to był rak jak wyrok
nie pisało o tym w nekrologu
moje wiersze ciągle pieszo
też unikały tematu
jak wyrok

29 luty sprawdziłem
nikt nie ma takiej daty na nagrobku

jedyne co mogę powiedzieć
to że ostatni raz
zabrakło ci do pierwszego
29-10-2002

URODZINY

urodziłem się dla zabicia czasu
o krawędzie chwil kaleczy się
moje przeznaczenie

przemijania sumiennie się uczę
wypatruję okazji bo wierzę
że przyjdzie taki czas
w którym go zabiję
27-10-2002

ŚPISZ

śpisz córeczko
noc ma dziurawe kieszenie
kapie tatusiowi na zmarszczki

słowa wchodzą i wychodzą
z tatusiowej głowy
trzymasz na niej rączkę
miś pluszowy krytyk
ma guziki zamiast oczu

drapię brodą sen w którym
motyle mrówki żuczki
ulubione pająki i biedronka
stawia siedem kropek
18-10-2002

WSTĘP WOLNY

w stertach zadumy bóle głowy
jako wstęp do boleści prawdziwych

dudnią winy popełnione
lamentem wzruszenie aresztowano
bo bydle uparte z sercem grało
w rosyjską ruletkę

mleczna droga kończy się u wrót
podwórzowego sracza w upadłości

gołąbki pokoju u Nowakowej
na obiad
18-10-2002

SZNUR

ja jestem sznur w uścisku żyję
jak kołnierzyk biały oplotłem twą szyję

ja jestem sznur - plecione ramię
pode mną ty twój cień na ścianie

ja jestem sznur nie przyczyna nie dowód
między hakiem a tobą nieruchomy korowód
18-10-2002

POZNAŁEM TEN SMAK

nie było wiatru albo wiało strasznie
to było w dzień albo w nocy
w środku lata lub późną jesienią
w gęstym lesie albo na pustyni
było gorąco i przenikliwie zimno
wtedy albo trochę wcześniej
może zdecydowanie później
poznałem ten smak
16-10-2002

POWSTANIEC

dziadek w sierpniu idzie na powstanie
ubrany w gruby sweter bo dla niego już jesień

laską ze zdartym gumowym końcem
wytycza front kieruje ogniem pokazuje
w którym miejscu zbłąkana kula dosięgła
(pojęcia nie macie)
pysznych piersi babci
przerywa wyciąga białą chustkę
dmucha zbyt mocno
unosi rękę wysoko i poddaje się

kilka kroków dalej obaj myślimy
że za rok wygramy
13-10-2002

KUSTOSZ

z zakamarków wydobywam
człowieka marne schronienie
każdy domysł tu dotrze

uczuć dziwolągi
skupuję mam antykwariat
groteskowych westchnień

bywam kustoszem
roztargnień rozkojarzeń
rozterek i dylematów

krążę po podwórkach krzyczę
noże ostrzę nożyczki brzytwy
uczucia skupuję
13-10-2002

MÓJ RAFALE
przerosło mnie serce
/Rafał Wojaczek/

a na moim
pordzewiała tabliczka
i napis nieczytelny
od tylu lat:
system wartości w przebudowie
za utrudnienia w egzystencji
serdecznie przepraszam
11-10-2002

DWUKROPEK

jaskółczy dwukropek
przed chmury
rozłożonym zdaniem

jedno spojrzenie dalej
i całe znaczenie
odfrunęło
11-10-2002

TU MYŚL NIE DOTRZE
tu myśl już nie dotrze zapadnie się w ruchu
tak gęstym jak ciemność w której się odbywa
dotykam z pamięci całuję ze słuchu
ciebie czy wspomnienie którego ubywa

nie mam nawet żalu do dna półlitrówki
zapadłej gdzieś we mnie niczym Atlantyda
me życie w blasku spaskudzonej żarówki
jeszcze wielu takim niechybnie się przyda

tymczasem ciut wolniej czas spływa mi z twarzy
niechlujnie obrosłej już zmarszczek szczeciną
opatrunkiem z nakrętek czułych bandaży
owijam swą przyszłość rąk drżących ruiną
07-10-2002

ZAPADŁ ZMIERZCH NADE MNĄ

przypomnij sobie rozpacz tą dziecinną
z powodu martwego motyla
odkrytego nagle w trawie
lub zgubionego korka co był jak talizman

przypomnij sobie zapał
z jakim kopano dziurę
by nalać do niej deszczówki z kijankami
skupienie którego wymagało złapanie chrabąszcza

poczuj ten niepokój
z jakim się podglądało dziewczyny
którym zaczęły już rosnąć piersi
i ich smak w pierwszym złożonym na nich pocałunku

zapadał zmierzch nade mną w środku dnia
to pamiętam gdy umierała mama
02-10-2002

CZTERY WERSY I ŻYCIE

nakładam skórę istnienia
na szkielet czasu
by choć przez chwilę móc cieszyć się
tym że czuję
02-10-2002

XXX

w każdym mym wierszu szukaj człowieka
w słowie niezdarnym kryje się za cieniem
nie jak posąg czy powierzchnie zwierciadeł
nie w możliwościach pod transparentami
w iluzjach zabiegów życiorysach pretensji
anomaliach wymiarów jest ledwie wsparty
o framugę szeptu między spoinami sylab

a gdy już dostrzeżesz rozmytą sylwetkę
przenicowaną chimer znaczeniami
oto jesteś u celu kropką której brakuje
po ostatnim oddechu rozpaczy
pożółkłych lirycznych podmiotów
25-09-2002

SKAZANY
skazany przez słońce na dnia jasne przestrzenie
kochający cieni oblicza stłumione
czekam aż sam się w kłąb cienia zamienię
i żywy będąc wtopię się w minione

gdy powszedniość w swych zgiełkach nie bawi i nie smuci
kolorowych pudełek przybierając postać
cofając się z tej drogi nie mam dokąd wrócić
nie umierając jeszcze i chcąc sobą zostać

kimże więc jestem kochanek szarzyzny
kręcący się ciągle wokół pragnień banału
nosząc na sumieniu cywilizacyjne blizny
patrzę jak się nie goją wcale nawet tak pomału
24-09-2002

WIEM

tylko powietrzem wspieram swoje kruche życie
jego kilka znamion nosząc na dnie kołaczącego serca
a losu warkocze splatane pieszczotą
na uśmiechu twojego skazuję odmęty

tylko z powietrza drzwi mojego domu
otwierane milczenia złotą klamką
a w nim kilka wierszy i zachwytów kilka
i snów chorał wieczny śpiewany przez czas

gdy oddechu zabraknie
to bez uprzedzenia
zatrzyma się ta karuzela
może kilka łez zaskrzypi
wstawię duszę w ramę
w znaczenia słów kilku odejdę

22-09-2002


XXX

z ruchów surowych
makata pleciona
ramion piersi ud
bez żadnego pośpiechu
całujesz mnie w kroplę potu
płynącą po czole

krzykiem światu oznajmiasz
koniec zwinięta w kłębek sen oplatasz
nogami i moim zapachem

oddechów równych
ciepłem okryci jedynie dziś
19-09-2002

PRZYMIERZE

oto papierowe przymierze
w świecie liści odległe galaktyki
idę w kurzu i powtarzam że wierzę
w nimfy leśnie i mówiące strumyki

tylko śladów kilka na drodze zostawię
umykając życiu co mnie prześladuje
położę się by umrzeć wśród rosy na trawie
bo tylko tego jeszcze potrzebuję

tam nie ma chłodu bytów czy rozumu
z patyków kilku tli się w nim ognisko
sam siebie bliżej jesteś aniżeli blisko
postawiony przed lustrem pozbawiony tłumu

przejdź przez tę rzekę która wszystko zmienia
niech wspomnień sępy zeżrą tę padlinę
idę ulicą stukam rzucam trochę cienia
w garści mam swą przyszłość - chleba kruszynę
06-09-2002

CISZA CHŁONNA
Zbyszkowi Januszowi

1.
plecami do okna stajesz
sercem ku słońcu
które w Przemyślu
świeci pełnymi zdaniami
a wszystkim ważnym świętym
chłopcom z wysokiej trawy
patronem jesteś dziwnym
jak niemodne rymy obcym jak Jesienin

tyle wiemy że z prawdy jesteśmy
i przeciwko jej definicji katalogom dręczącym poczęci
supłom słów uwiązanych w znaczenia
i mądrości wspierającej drewniane sracze

2.
serce w stukot wpisane
we wspomnień przestrzeniach
cierpi na gesty wymuszone
tak jak życie nie zaczyna się
od akapitów dostojnego gadania
i jak pierwszy sport krztusi

ale łka w nas coś jeszcze
na pohybel wieczności człowieczego
końcem dzwoniąc w drewniane kołatki
sanktuarium ugrzęzłe w bezruchu pozornym
w pustce gorliwej madonn niecierpliwych zachwytach
i oddechów własnych chłonnej ciszy
06-09-2002

poprzednia strona       powrót